O. Romuald Szczałba – autobiografia

  • 22 listopada 2009

Urodziłem się w pierwszym roku wojny światowej dnia 5 I 1915 we wsi Luborzyca, parafia Luborzyca, powiat w owym czasie Miechów, a potem Kraków. Luborzyca należała w czasie zaborów najpierw do Galicji a potem do Królestwa. Leżała na samej granicy austryjacko – rosyjskiej. Ojciec Piotr otrzymał w spadku po rodzicach 6 ha pola matka Marianna z d. Jurek pochodziła z sąsiedniej wsi Sulechów ale leżącej już po stronie austriackiej.

W owym bowiem czasie granica państwowa nie stanowiła większej przeszkody w przechodzeniu z jednej strony na drugą i ludzie jeździli nawet stale na jarmarki do Krakowa. Ochrzczony zostałem zaraz na drugi dzień (ze względu na niebezpieczny czas wojenny) w miejscowym kościele parafialnym. Na chrzcie otrzymałem imię chrzestnego ojca Józef. Byłem i dotychczas jestem drugim z pięciorga dzieci moich rodziców.

W Luborzycy była 6 – klasowa szkoła powszechna czyli po dzisiejszemu podstawowa i druga w innym miejscu tylko dla dzieci z pierwszej klasy. Ja jednak uczęszczałem do 1 klasy w Woli Luborzyckiej, gdzie była tylko jedna klasa, a do 2 – 4 klasy w Pietrzejowicach, o wiele bliższej domu zamieszkania niż jednak druga szkoła w Luborzycy. Do klasy 5 i 6 chodziłem do szkoły w Luborzycy, bo tylko w Luborzycy na całą okolicę była szkoła licząca więcej niż 4 klasy. Klasę 6 ukończyłem w roku szkolnym 1927/28. W czerwcu 1928 zdałem egzamin wstępnym i zostałem przyjęty do 3 klasy gimnazjum humanistycznego Tadeusza Kościuszki w Krakowie /Trzecia klasa ówczesnego gimnazjum 8 -klasowego odpowiadała 7 klasie powszechnej (podstawowej). W roku szkolnym 1930/31 ukończyłem 5 klasę gimnazjalną i poprosiłem o przyjęcie do Zakonu OO Kapucynów w Krakowie. Przyjął mnie o. Prow. Czesław Szuber.

Zgodnie z poleceniem udałem się 3 VIII1931 do klasztoru w Sędziszowie Młp. W Sędziszowie zostałem obłóczony 20 VIII 1931 i tak rozpocząłem nowicjat. Profesję czasową złożyłem 29 VIII 1952 w Sędziszowie. Do Krakowa przyjechałem 8 IX 1932 , aby podjąć dalszą naukę szkolną.

Tu w latach 1932/35 – 1934/35 przerobiłem w zakonnym seminarium dalsze klasy gimnazjalne i 28 maja 1935 złożyłem egzamin dojrzałości w państwowym gimnazjum Jana Sobieskiego w Krakowie. Kurs filozofii przerabiałem w latach 1933/34 i 1934/35 t.j. równocześnie z 7 i 8 klasą gimnazjum oraz w roku szkolnym 1935/36 trzeci i ostatni rok w znacznie szerszym zakresie, bo już nie łączony z inną nauką. Filozofię ukończyłem tzw. universa czyli egzaminem z całości filozofii, co było warunkiem dopuszczenia na kurs teologiczny. W owym czasie praktykowano całkowity rozdział kursu filozoficznego (3 lata) i teologicznego (4lata).

We wrześniu 1935 r. chorowałem na szkarlatynę.
W latach 1936/37 – 1938/39 studiowałem w seminarium zakonnym w Krakowie teologii w zakresie 1-3 roku. Jako kleryk prowadziłem przez 3 lata administrację czasopisma Pokój i dobro, pomagałem też często w redakcji jako korektor i w drukarni przy maszynach.

Próbowałem też w czasie klerykatu trochę pisać w naszych czasopismach Wzlot Seraficki i Pokój i dobro.

O. dr Kornel Gadacz odszukał w tych czasopismach następujące moje artykuły:

  • Wola. Wzlot Seraficki 1935, nr 2, s. 6 – 7
  • Rezurekcja. Wzlot Seraficki 1937, nr 3, s. 12 – 13. 16
  • Śmierć Sobieskiego. Wzlot Seraficki 1938, nr 6, s. 8 – 9. 12 . Przekład z j. włoskiego
  • Nauka i wiara. Pokój i Dobro 1937, nr 9, s. 97
  • Nowy misjonarz z naszej Prowincji. Pokój i Dobro 1937, nr 11, s.120
  • Jak to rozumieć? Pokój i Dobro 1928, nr 2, s.17
  • Ofiara miłości bliźniego o. Ignacy z Iskry, kapucyn. Pokój i Dobro 1937, nr 12, s. 129 – 130
  • Zapoznana apostołka czci Najść. Serca Jezusowego. BMiW. Pokój i Dobro nr 6, s. 25 – 26
  • Śmierć Sobieskiego. Przekład z j. włoskiego. Pokój i Dobro 1938, nr 7, s. 96

Święcenia kapłańskie przyjąłem- według częstej praktyki przed- i powojennej aż do czasu Soboru Watykańskiego II – po 3 roku teologii 3 IX1939 r. w naszym kościele w Krakowie z rąk Ks. Bpa Stanisława Rosponda. Był to już trzeci dzień II wojny światowej. Na drugi dzień odprawiłem Mszę Św., wprawdzie jako prymicyjną, ale bez żadnych uroczystości zewnętrznych. Wzięli w niej udział jedynie współbracia (była to bowiem Msza św. Konwencja) i moi rodzice. Zaraz po Mszy św. nastąpił wymarsz z Krakowa na wschód w kilku grupach. Ja szedłem grupie prowadzonej przez o. Prow. Kazimierza Niczyńskiego. Potem się grupy porozbijały.W wyniku tego exodusu znalazłem się – poprzez Wojnicz przed Tarnowem, Żabno, Majdan , Nisko, Janów Lubelski, Radecznicę, Lublin, Chełm Lubelski, Hrubieszów, Żółkiew – we Lwowie po południu 25 IX 1939 r. Tam zamieszkałem u SS. Franciszkanek N.S. przy ul. Kurkowej w charakterze zastępcy kapelana, złożonego ciężką niemocą* We Lwowie też złożyłem w październiku egzamin z teologii moralnej do jurysdykcji i 20 X 1959 otrzymałem władzę spowiadania oraz 2 I 1940 tytuł wikariusza miejscowej parafii św. Antoniego z rezydencją przy kościele SS. Franciszkanek. Z początkiem października 1940 r. przeniosłem się do naszego klasztoru na Zamarstynowie i tam pozostałem do maja 1946.

Kiedy wskutek działań wojennych do Lwowa przyszli pod koniec czerwca 1941 Niemcy i seminarium duchowne diecezjalne mogło przez jakiś czas jawnie działać, uczęszczałem do niego wraz z o. Hieronimem Warachimem w roku 1941/42 na czwarty i ostatni rok teologii. Oczywiście pełniłem tez zwyczajne obowiązki kapłańskie. Z pracą katechetyczną miałem wówczas tylko tyle do czynienia, że przygotowywałem dzieci położonego w pobliżu klasztoru zakładu – sierocińca do I Komunii św.

Za gwardiaństwa o. Floriana Nestorowskiego od 1942 r. praktycznie objąłem prowadzenie kancelarii parafialnej, przy klasztorze bowiem była parafia. Formalnie zostałem zamianowany wikariuszem par. 16 X 1944 r. O. Florian, proboszcz i równocześnie gwardian, zajmował się raczej stroną gospodarczą domu, co w owym czasie wojennym było rzeczą nadwyraz trudną, a w czym wykazywał dużą obrotność, i nie mógł pilnować kancelarii.

W maju 1946 nastąpił wyjazd ze Lwowa do Krakowa w ramach tzw. repatriacji. W dniu 13 maja odprawiliśmy ostatnie Nabożeństwo majowe w ogołoconym już ze wszystkiego, co się dało spakować do wywozu, kościele. Ja wygłosiłem kazanie, w którym starałem się dodać ludziom otuchy, że choć musimy (Polacy)wyjechać ze Lwowa w nieznane, to przecież Matka Boża nas nie opuści. Zważywszy okoliczności, rzecz zrozumiała, że w kościele był wielki płacz. Na drugi dzień tj. w poniedziałek 14 maja od rana wywożenie rzeczy i ludzi z klasztoru na dworzec kolejowy. Podróż do Krakowa pociągiem towarowym była w porównaniu z wielu innymi transportami niemal luksusowa: wagon z dachem, choć z dziurami, i już w piątek po południu tego samego tygodnia znaleźliśmy się w Krakowie.

Po przybyciu do Krakowa zostałem najpierw przydzielony do klasztoru krakowskiego, a w połowie sierpnia 1946 zostałem skierowany do pracy parafialnej w Mikulczycach na Śląsku (obecnie Zabrze 7) e charakterze wikariusza. Parafia Liczyła 12 tysięcy wiernych, na koniec parafii szło się 40 minut. Było dużo chodzenia do chorych i dużo pogrzebów: w I Piątki miesiąca ponad 30 chorych (KS proboszcz osobno), nagłych zachorowań też dużo. Trafiło się, że jednego dnia musiałem odprawić 3 pogrzeby i zaopatrzyć 5 chorych. Ludzie umierali często z wycieńczenia, nędza bowiem była wielka, gdyż bardzo wielu mężczyzn, w warunkach pracy przede wszystkim kopalnianej prawie jedynych żywicieli rodzin, nie wróciło z wojny, głównie z niewoli. Ponadto trzeba było przygotowywać około 160 dzieci do I Komunii św. Prowadziłem też ogromnie ruchliwą kancelarię parafialną, ks. proboszcz bowiem uczył religii w szkole zawodowej (W szkołach podstawowych uczyli dwaj księża nie związani z parafią i nauczyciele świeccy)
Stosunkowo blisko pracowali w podobnym charakterze pomocniczym o. Józef Borowy (Gliwice, parafia św. Piotra i Pawła) i o. Seweryn Krypel (Bytom-Szombierki). Można więc było względnie często spotykać się wspólnie.

Ostatniego grudnia 1947 r. udałem się z Mikulczyc do Wołczyna na stały pobyt. Była to parafia świeżo powierzona naszemu Zakonowi jako wysłużona przez nas trzech, którzy mieliśmy, pracując NA poprzednich placówkach, pokazać Administratorowi Apostolskiemu Opolszczyzny Ks. Bolesławowi Kominkowi, czy Kapucyni potrafią pracować na parafii. Widocznieśmy ten egzamin według relacji naszych proboszczów i dziekanów zdali pozytywnie. W Wołczynie byłem wikariuszem parafii wołczyńskiej i administratorem małej wiejskiej parafii w Krzywiczynach, dokąd dojeżdżałem, oczywiście wozem konnym.

Z początkiem maja 1948 znalazłem się znowu na nowej placówce parafialnej we wsi Pławniowłce (obecnie należą do Gliwic) jako samodzielny proboszcz – lokalista i kapelan SS. Sakramentek ze Lwowa Praca tam była, w porównaniu z innymi placówkami, niemal wypoczynkowa: jedna wieś, licząca 1080 katolików, jeden kościół – kaplica i jedna szkoła. Nie dane mi jednak było dłużej tam pozostać.

Koło połowy sierpnia 1948 udałem się jako przeniesiony do nowo objętej parafii św. Krzyża w Bytomiu w charakerze wikariusza. Przełożonym i proboszczem został o. Kazimierz Niczyński, eksprowincjał. O. Kazimierz prowadził kancelarię parafialną i przeważnie dawał także śluby, inne czynności parafialne, jak chrzty, chorzy, pogrzeby przeważnie ja sprawowałem. Prowadziłem też katechizację dzieci i kasę parafialnego oddziału Caritas (Wtedy organizacja charytatywna Caritas była jeszcze w rękach Kościoła). Katechizacja właśnie prawie że na początku roku szkolnego została usunięta w tamtejszym rejonie ze szkół i uczyłem już w salkach parafialnych we wieży nad zakrystią.

Także i w Bytomiu nie pozostałem zbyt długo. W Nowej Soli zmarł proboszcz Ks. Kostikow i wtedy powstał plan przydzielenia części wielkiej terenowo i liczebnie parafii Kapucynom, którzy od 1947r. pracowali tam przy poprotestanckim kościele św. Antoniego. Na czas przejściowy zamianowano proboszczem o. Floriana Nestorowskiego, który właśnie był przełożonym placówki zakonnej przy kościele św. Antoniego. O. Florian nadal pozostał przy kościele św. Antoniego, a mnie przeniesiono z Bytomia do Nowej Soli, gdzie mianowany 1 III 1950 wikariuszem parafii zamieszkałem na plebanii przy kościele parafialnym św. Michała Archanioła i prowadziłem kancelarię parafialną oraz całą pracę duszpasterską w kościele parafialnym. Do Nowej Soli przyszedłem więc w Wielkim Poście 1950 i wszedłem natychmiast w wir pracy wielkiej parafii: kancelaria, kościół ze wszystkimi nabożeństwami, chrzty, śluby, pogrzeby; tych ostatnich najmniej, bo parafia składała się na ogół z ludzi młodych; także chorych z tej samej racji było mało. Za to chrztów po paręnaście w każdą Niedzielę. Dużo też par narzeczeńskich przychodziło na zapowiedzi i nauki przedślubne. Na Wielkanoc – zapowiedziałem to naprzód — chrztów udzielałem wyłącznie w pierwsze święto, ślubów zaś w drugie święto. Dzieci do chrztu było 74, mimo że ich było dość dużo w poprzednie niedziele. Chrzciłem je o uzgodnionych naprzód z rodzicami godzinach, do dwudziestu naraz. Do ślubu miałem 27 par, także łączonych po kilka par i 20 innych par przekazałem na życzenie młodych do ich parafii pochodzenia, ale wszelkie formalności i naukę przedślubną musiałem przeprowadzić sam w miejscu. Wymagałem od ludzi porządku, w przeciwnym bowiem razie nie podołałbym wszystkim obowiązkom. Kancelaria była czynna przez 5 dni w tygodniu przed południem i 2 razy po południu, 1 dzień wolny na zebrania dekanalne i ewentualne inne wyjazdy. Sprawy, wymagające dużo czasu, dotyczące najczęściej domniemanej śmierci współmałżonka, oraz nauki przedślubne prowadziłem poza godzinami urzędowymi.

Przy tych zajęciach byłem równocześnie wolny od pracy katechetycznej, którą prowadzili inni nasi trzej Ojcowie, zamieszkali przy kościele św.. Antoniego i 1 stary kapłan diecezjalny, który odprawiał Mszę św. u św. Michała. Tak było do września 1950. Z początkiem września bowiem parafia została podzielona na dwie: starą, trochę mniejszą, przy kościele św. Michała i nową, większą (ze względu na przewidzianą większą ilość kapłanów zakonnych) przy naszym kapucyńskim kościele św. Antoniego). O. Florian został wtedy proboszczem parafii św. Antoniego, a ja (12 IX 1950 ) tymczasowo proboszczem, ściślej wikariuszem substytutem parafii św. Michała. Chodziło o to, żeby się przez jakiś czas przyzwyczaili wierni i księża diecezjalni, że w Nowej Soli są 2 parafie odrębne. Potem miał przyjść na moje miejsca kapłan diecezjalny. Rzeczywiście w styczniu 1951 przyszedł do św. Michała kapłan diecezjalny Ks. Dionizy Baran, a ja zostałem przeniesiony do Krakowa pro familia.

Do Krakowa przybyłem 7II 1951 r. Tutaj powodziło mi się przez jakiś czas pod względem pracy świetnie. Moje zajęcia w owym czasie to: zwyczajna praca wkościele, chorzy (choć o. Kosma Lenczowski też dużo chodził do chorych), spowiadanie kapłanów, które prawie wyłącznie do mnie należało, bo do mnie zawsze Br. Furtian dzwonił. Natomiast nie byłem uwiązany żadną pracą stałą (biurową). Tak było jakiś czas. Bo już w jakimś roku 1953 narzucono mi stały obowiązek znaczenia Mszy św., którego zrzekł się ze względu na wiek o. Antoni Latawiec. Potem dołożono stopniowo stałą spowiedź u OO. Karmelitów na Piasku., OO.Reformatów, potem u SS. Sercanek, Sług Jezusa, wszędzie po kilka lat, od 22 lat aż dotąd /1980 r/ spowiadam u SS. Serafitek (dom generalny)od 21 lat u OO. Franciszkanów, od 4 lat w. Seminarium diecezjalnym krakowskim, od 7 lat głoszę konferencje w miesięczne dni skupienia u SS. Felicjanek (dom prowincjalny) i okresowo je spowiadam.

W okresie międzykapitulnym IV 1956 – IV 1959 pełniłem obowiązki wicedyrektora kleryków, a w okresie VI 1957 – IV 1959 także wikarego klasztoru krakowskiego.

Zajmowałem się też systematycznie prowadzeniem wykładów dla kleryków. Wykładałem liturgikę dla naszych kleryków w latach 1952/53 – 1963/64, teologię pastoralną okresowo w latach 1956/57. w Krakowie, 1963/64 w Rozwadowie i 1967/68 w Sędziszowie (dojeżdżając co drugi tydzień). Pastoralną wykładałem też u OO. Karmelitów Bosych w Krakowie w latach 1961/62 – 1963/64 oraz u OO. Franciszkanów 1966/67(?) Uczyłem też u nas przez parę lat kleryków języka łacińskiego, greckiego i niemieckiego.

Zajmując się wykładami liturgiki, układałem także rubrycele na rok 1952 i 3 następne, które w formie powielanej były rozsyłane do naszych domów i do SS. Franciszkanek N.S.(obecnie Klarysek od wiecznej adoracji). W późniejszych latach sprowadzałem rubrycele z zagranicy, ponieważ zagraniczne jako drukowane były lepsze, ja tylko przesyłałem dane, jakie miały być umieszczone dla naszej Prowincji.

Od 1973 prowadzę w Wiadomościach Prowincjalnych stały dział Kronika. Oprócz tej stałej rubryki zamieściłem w Wiadomościach Prow. następujące pozycje:

  • Normy życia III Zakonu św* Franciszka. 1973. nr 2, s. 55 – 59
  • Kronika kapituły prow. 1975, nr 4, s. 5 – 28
  • O. Bogumił Marecki. 1974, nr 2, s. 207-208
  • O Zbigniew Stępkowski. 1976, nr 3, s. 101-104
  • O. Sylwester Polek. 1976, nr 4, s. 151
  • Ze statystyki Prowincji za rok 1976, 1977, nr 1, s. 103 – 108
  • O. Tadeusz Kraus. 1977,nr 2, s. 171
  • O. Gerard Rysz. 1978, nr 1, ss 116 – 117
  • O. dr Stanisław Rymarz. 1979, nr 1, s. 118 – 121
  • O. Kazimierz Niczyński. 1979, nr 1, s. 125 – 129
  • Dane o kościele katolickim w Polsce. 1979, nr 2, s. 116 – 119
  • Kronika kapituły prow. 1979 r. 1979, nr 2a, s. 62 – 75
  • Stan liczebny duchowieństwa w Polsce. 1979, nr 4, s.164 -166
  • O. Rafał Szypuła.1980, nr 1, s 151 – 158
  • O. Aleksy Bałut. 1980, nr 2, s.114 – 123
  • Praca duszpasterska zakonów męskich w Polsce w 1979 r. 1980, nr 3, s. 72
  • Jedna z wielu tragedii Polaków na wschodzie. 1980, nr 3, s.145 – 149
  • Br. Kasper Cyrek.1980 nr 3, s.158 – 163

Oprócz w/w zajęć wiele czasu musiałem poświęcać np. Konstytucjom zakonnym w okresie przygotowywania ich do reformy (różne i wielokrotne ankiety), czy potem do wydania ich w języku polskim, pracowite tłumaczenie, wraz z o. Albinem Janochą, Reguły i Testamentu z całym aparatem porównawczym w języku niemieckim i francuskim, przekład bardzo obszernego dokumentu Kurii Generalnej o pokucie i wiele innych tego rodzaju prac, których nie potrafię sobie nawet przypomnieć. Z powodu braku relacji pisanych z poszczególnych domów dosyć dużo czasu zajmuje mi prowadzenie działu Kroniki w Wiadomościach Prow.

Po kapitule prowincjalnej w IV 1959 r. zostałem powołany na stanowisko sekretarza i ekonoma prowincjalnego oraz prowincjalnego delegata do spraw Serafickiego Dzieła Mszy świętych dla niesienia pomocy misjom zagranicznym OO. Kapucynów. Te obowiązki pełnię do dzisiaj. Prowadzę też nadał sprawy mszalne klasztoru krakowskiego. Są to zajęcia bardzo czasochłonne. Jako sekretarz zaprowadziłem w kancelarii osobną księgę zmarłych członków Prowincji., uporządkowane rejestry braci, którzy opuścili zakon, przechodząc do stanu świeckiego albo (ojcowie) do szeregów duchowieństwa diecezjalnego. Nauczony potrzebą zaprowadziłem kartotekę Obsada personalna domów. Pozwala ona zorientować się, którzy bracia w jakimś czasie stanowili wspólnotę braterską danego domu. Pozwala ona też śledzić przynależność do¬mową poszczególnego brata na przestrzeli lat. Tę kartotekę prowadzę na bieżąco od1964 r. Odtworzyłem dane do niej także wstecz za cały czas mojego sekretarzowania tj. od 1959 r. ale tu już są pewne, na szczęście nieliczne wątpliwości. Wynikają one np. z tego, że ktoś został na sesji Definitorium Prow. przeniesiony, a potem przeniesienie nie doszło do skutku, albo został przeniesiony niby tymczasowo, a potem pozostał na nowym miejscu już na stałe. Usiłowałem odtworzyć taką kartotekę za dawniejsze lata. Niestety, stwierdziłem, że na podstawie posiadanych danych nie jest to możliwe. Dawniej bowiem nie pozostawiano kopii wystawionych dokumentów przeniesienia (obediencji), a księga sesji Definitorium Prow. podaje na początku kadencji nowego Zarządu Prowincji spis nowo uformowanych familii poszczególnych domów, ale nie podaje czy ci bracia byli już w danym domu przedtem, czy zostali świeżo do niego przydzieleni* Jednak taka kartoteka ma duże znaczenie dla różnych badaczy naszej przeszłości. – Inna kartoteka nie mniej pożyteczna to kartoteka personalna. Jej celem jest zapisywać chronologicznie, gdzie poszczególny członek Prowincji pod względem przynależności domowej na stałe przebywał i jakie zajmował stanowiska. Niestety leży ona w powijakach. Podobnie widzę potrzebę, aby każda teczka akt miała spis poszczególnych akt w niej zawartych. Jednak nie zrobiłem tego dotychczas i wiem, że tego nie zrobię, będąc zawalony pracą, przerastającą możliwości jednego starego już w dodatku człowieka.

– Opracowałem także Rocznik Prowincji za rok 1967, 1971 i 1975. Te Roczniki wydałem tylko w formie maszynopisu dla wszystkich domów i niektórych za¬ledwie osób. Zwłaszcza w Roczniku 1975 r. starałem się podać różne dane, które mogą być interesujące dla zainteresowanych naszą Prowincją, a także i Zakonem. Zwłaszcza obliczenia różne kosztowały w owym czasie bardzo wiele czasu. Dzisiaj przy pomocy kalkulatora można je przeprowadzić bez porównania łatwiej i prędzej. Rocznik wydany w 1979 r. dla obu Prowincji polskich razem jest dziełem Prowincji Warszawskie. Ja tylko dałem do niego potrzebne wykazy z naszej Prowincji, natomiast nie przypisuję sobie roli współautora.

Pragnieniem moim jest opracowanie podręcznika do pro¬wadzenia kancelarii zakonnej stopnia prowincjalnego. Widzę jego potrzebę. Przydałby się on w pierwszym rzędzie sekre¬tarzowi początkującemu, a także w prowadzeniu kancelarii domowej. Z braku czasu nie potrafię tego uczynić.

Kraków grudzień 1980 r.
(O. Romuald Szczałba)

źródło : Portal Krakowskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów www.kapucyni.pl