o. Romuald Szczałba – Cichy powiernik ludzkich tajemnic

  • 22 listopada 2009

8 lutego we wczesnych godzinach rannych, w klasztorze kapucynów przy ul. Loretańskiej zmarł o. Romuald Szczałba: zakonnik, kapłan, gorliwy spowiednik, człowiek znany i ceniony przez wielu Krakowian, „od zawsze” związany z naszym miastem, w którym mieszkał nieprzerwanie od 1951 roku.

We wspomnieniach Jana Pawła II pt. Wstańcie, chodźmy! czytamy słowa: w Krakowie księża chętnie spowiadają się u kapucynów (Wydawnictwo św. Stanisława 2004, s.96). Jednym ze wspomnianych kapucynów był właśnie o. Romuald, który swoją dyspozycyjnością i długoletnią gorliwą posługą „pracował” na tę opinię.

Józef Szczałba, bo tak przed wstąpieniem do zakonu nazywał się o. Romuald, urodził się w podkrakowskiej Luborzycy w pierwszych miesiącach pierwszej wojny światowej – 5 stycznia 1915 roku, jako drugie z pięciorga dzieci średniozamożnych rolników. Po sześcioletniej edukacji stopnia podstawowego, w czerwcu 1928 roku został przyjęty do gimnazjum humanistycznego Tadeusza Kościuszki w Krakowie. Zdobywanie wiedzy wymagało wiele wyrzeczeń od wiejskiego chłopca. O. Romuald wspominał kolegów, którzy z biedy wykorzystywali światło krakowskich latarni, by po zmierzchu móc się uczyć. Po ukończeniu piątej klasy gimnazjalnej, w 1931 roku młody Józef Szczałba wstąpił do zakonu kapucynów. Po rocznym nowicjacie w Sędziszowie Małopolskim, w 1932 roku znowu przyjechał do Krakowa. Dokończył naukę w gimnazjum, zdając eksternistycznie maturę w 1935 roku. W perspektywie zbliżającej się wojny przełożeni zakonni zadecydowali, aby klerycy najstarszego rocznika seminarium przyjęli „przedterminowo” święcenia kapłańskie. Romuald Szczałba przyjął jej z rąk bpa Stanisława Rosponda 3 września 1939 roku. Lata wojenne przeżył we Lwowie, dzieląc z jego mieszkańcami tragedię dwóch okupacji: sowieckiej i hitlerowskiej. Tak w swoich wspomnieniach opisuje ten okres o. Hieronim Warachim – rówieśnik i przyjaciel o. Romualda: Chodziły pogłoski, że wnet będą aresztowani księża. Na wszelki wypadek odwiedziłem o. Romualda, by się z nim pożegnać, bo nie byliśmy pewni, kto z nas wcześniej pojedzie na Sybir…Jednak Polskie Podziemnie nie zapomniało o o. Romualdzie. Pewnego dnia zostałem powiadomiony, że o. Romuald znajduje się w szpitalu na Łyczakowie, na oddziale ocznym. Natychmiast go odwiedziłem i zastałem w szpitalnym odzieniu z jednym okiem przepasanym czarną opaską…dyskretnie mi pokazał sowiecki paszport z jego fotografią, ale innym nazwiskiem…

Po zakończeniu wojny, w sierpniu 1946 roku o. Romuald wraz ze współbraćmi udał się na polskie ziemie zachodnie, by posługiwać duszpastersko wśród katolickiej ludności polskiej, która zaczęła je zasiedlać. Pracował duszpastersko w Zabrzu-Mikulczycach, gdzie, jak pisze w swojej autobiografii: trafiło się, że jednego dnia musiałem odprawić 3 pogrzeby…Ludzie umierali często z wycieńczenia, nędza bowiem była wielka… W latach 1948 i 1949 o. Romuald posługiwał w Gliwicach i Bytomiu, a w 1950 został przeniesiony do Nowej Soli.

7 lutego 1951 roku na polecenie przełożonych zakonnych o. Romuald osiadł w klasztorze na Loretańskiej, gdzie pozostał do śmierci. Krakowski klasztor opuszczał rzadko i na krótko. Jeszcze rzadziej wyjeżdżał z Krakowa. Pewność, że w Krakowie spotka się o. Romulada graniczyła z tą, że na Rynku zobaczy się pomnik Mickiewicza. O. Romuald w klasztorze był zawsze. A jeśli go nie było, to znaczyło, że niedługo będzie. Udawał się bowiem z posługą sakramentalną do seminarium duchownego oraz różnych klasztorów. Codziennie od 6 rano czekał na penitentów w swoim konfesjonale po prawej stronie od wejścia do kościoła. Gorliwie się modlił i przykładnie pracował jako wykładowca w seminarium i sekretarz prowincjała. Był zawsze do dyspozycji tych, którzy prosili go o posługę. Był ciekawy świata i otwarty na nowości. Mając prawie 80 lat nauczył się obsługi komputera i dopóki stan wzroku mu na to pozwalał pracował na nim. Pomimo ciężaru wieku i słabości był zawsze pogodny i radosny. Do współbraci zakonnych oraz do swoich penitentów często zwracał się używając pełnego czułości sformułowania: „dziecko kochane”. W ciągu lat tytuł ten przylgnął do o. Romualda oddając przedziwnie jego duchową sylwetkę oraz sposób bycia. W roku 2002 Kapituła Prowincjalna Braci Mniejszych Kapucynów uhonorowała szczególne zasługi dostojnego Jubilata nadając mu tytuł „Ojca Prowincji”.

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w najbliższy wtorek, 12 lutego 2008 roku. O godz. 11 trumna z ciałem o. Romualda zostanie przeniesiona z Kaplicy Loretańskiej do klasztornego kościoła kapucynów, w którym kapłan ten przez 57 lat wiernie i gorliwie spełniał swoją posługę przy ołtarzu i w konfesjonale. O godz. 12 zostanie odprawiona Msza św., której będzie przewodniczył bp Jan Zając, a o godz. 14 na Cmentarzu Rakowickim rozpocznie się ostatnie pożegnanie śp. O. Romualda Szczałby.

Chociaż jego życie toczyło się jakby na uboczu, w zaciszu klasztornych murów, z dala od zgiełku świata, to jednak wpływ jaki wywierał na przychodzących do niego ludzi był niebagatelny. Niewątpliwie był kapłanem według serca Jezusowego, był – zgodnie ze słowami Apostoła – wybrańcem Bożym, który przyoblekł się w „serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość” (por. Kol 3, 12). Takim pozostanie w pamięci tych, którzy mieli to szczęście spotkać się z nim i dzięki jego posłudze doświadczyć dobroci i bliskości Ojca, na którego spotkanie on sam już się udał.

o. Romuald Szczałba, kapucyn 1915-2008
Autor : Br. Robert Cielicki, kapucyn